Miałem dziś taki przypadek.
Przeglądam sobie SMS'y na telefonie, a że jarałem fajkę to drugą ręką wytrąciłem sobie telefon z ręki kierując papierosa do popielniczki. Wychyliłem się za barierkę. Pozostało mi tylko patrzeć, jak leci w dół, jak telefon powoli się obraca, czas zwalnia i nagle ... "JEBUT!". Wylądował! Na szczęście w nieszczęściu lądowanie miał na trawce. W panice, lecę po schodach, w kapciach, nie ma czasu do stracenia. "Ktoś może go podnieć i będzie po fonie, jest biały dzień" myślę, i lecę jeszcze szybciej. Wybiegam z klatki, lecę za blok, pod balkon i jest na szczęście. Najadł się ziemi i trawy, klapka się delikatnie wysunęła, jak to przy otwieraniu. Dobrze że ziemia miękka po deszczu. W innych warunkach, nie było by po co lecieć, ani się spieszyć, a raczej zabrać ze sobą szufelkę i zmiotkę.
Oczyściłem "lotnika" z ziemi i trawska, poprawiłem klapkę. W myślach modlę się i naciskam przycisk włączania i ... bydle działa
Ta historia skończyła się szczęśliwie. Czy jest ktoś na forum, z podobnymi przeżyciami ze Swifciakiem?
Pochwały przyznane za posta: 13









